INTEGRACJA LATYNOAMERYKAŃSKA W 200 LAT PO BOLIWARZE

AUTORSTWO WSTĘPU, ROZMOWA I TŁUMACZENIE: MICHAŁ HUŁYK. WYWIADU UDZIELIŁ LATYNOAMERYKANISTA P. JESÚS M. CRUZ

Presidente Hugo ChavezPodejmowane od kilku stuleci[1] próby integracji państw i narodów kontynentu latynoamerykańskiego nabrały w ostatnich dekadach dynamizmu oraz przeobrażeń jakościowych[2]. Jest to z jednej strony związane z potrzebą ponownego określenia celów i warunków integracji w nowej sytuacji geopolitycznej zaistniałej po upadku Bloku Wschodniego, z drugiej zaś z koniecznością zajęcia stanowiska wobec kluczowych zjawisk w skali światowej, głównie wobec dynamicznej globalizacji ekonomicznej.Integracja latynoamerykańska jest również nieodłącznie spleciona z trapiącym subkontynent od Meksyku po Chile problemem gigantycznego rozwarstwienia klasowego, co znajduje swe odbicie w jej społecznej praxis (np.realizowane projekty walki z biedą i wykluczniem) oraz w refleksji teoretycznej.  Jest więc ona dzisiaj zarówno działaniem na rzecz jedności kulturowej, co umożliwia wspólnota etniczna, językowa i historia, jak też ambitnym projektem zmian ekonomiczno- społecznych.

Współczesne projekty integracji latynoamerykańskiej należy postrzegać także jako próbę przezwyciężenia ‘odwiecznego’ zacofania cywilizacyjnego Ameryki Południowej rozumianego w kategoriach wypracowanych przez tak zwaną ‘teorię zależności’[3], a następnie teorię systemu- świata I.Wallersteina[4]. W ich świetle subkontynent latynoamerykański stanowił od wieków peryferia światowej gospodarki- dostarczał cennych surowców i darmowej, niewolniczej siły roboczej jako kolonia mocarstw europejskich, następnie zaś- znalazłszy się w strefie wpływów Stanów Zjednoczonych- pozostał obszarem eksploatacji ekonomicznej płacąc niedorozwojem cywilizacyjnym i zacofaniem społecznym. 

Projekty integracji o których tutaj mowa stawiają sobie za cel przezwyciężenie tego stanu rzeczy, co zakłada głębokie, systemowe przeobrażenia struktury politycznej oraz ekonomiczno-społecznej. Tym samym, idea integracji latynoamerykańskiej stoi dziś w jasnej opozycji wobec globalizacji ekonomicznej w której widzi kontynuację czasów kolonialnych zależności, a sytuując się po stronie jej kontestatorów wpisuje się w bogatą panoramę tzw. ruchów alterglobalizacyjnych.

Żywotność alternatywnych projektów społecznych w ‘rozgorączkowanej’ rzeczywistości latynoamerykańskiej oraz akcentowany przez wielu komentatorów decydowany ‘zwrot na lewo’ w tym rejonie świata[5] w przeciągu ostatnich kilkunastu lat każą postrzegać Amerykę Łacińską jako swoistą awangardę potencjalnych przemian.

Jakie są oblicza, kierunki i cele współczesnej integracji latynoamerykańskiej? Czy jej projekty można potraktować w kategoriach poważnych alternatyw systemowych względem korporacyjnego kapitalizmu? Zgodnie z przeświadczeniem wyłożonym przez F.Fukuyamę w pracy pt. ‘Koniec historii’ etap dziejowy, w którym obecnie się znajdujemy nie może już przynieść żadnych zasadniczych, to jest systemowych przemian, jako że po upadku realnego socjalizmu, skompromitowanego nieudolnością ekonomiczną i terrorem wobec obywateli, umarła też wszelka wiara w utopie, będące motorem ideowym wielkich rewolucji. Czekają nas jedynie drobne korekty w rozwoju tych zacofanych i opóźnionych cywilizacyjnie państw, które nie wypracowały jeszcze dotąd demokratycznego modelu rządów i nie zaznały wolnorynkowego dobrobytu. Ale czy te dwie postulowane tutaj wartości-cele mogą stać się, z racji wielu odmiennych i niezwykle złożonych uwarunkowań historycznych, udziałem wszystkich państw? Czy Ameryka Łacińska jest w stanie wkroczyć na drogę Norwegii bądź choćby USA? Czy kapitalizm jest dla Latynosów takim samym dobrodziejstwem jak dla Amerykanów z USA? Czy w ogóle może nim być w swojej dzisiejszej postaci? Czy może jakaś inna droga stanie się udziałem i doświadczeniem narodów i ludów Ameryki Południowej? Czy w Ameryce Łacińskiej żyją tęsknoty za sowieckim komunizmem, czy też jest to aktywne, twórcze i z istoty refleksyjne, krytyczne poszukiwanie tak zwanej ‘trzeciej drogi’? Fukuyama i wtórujący mu technokraci twierdzą przecież zgodnie: ‘There Is No Alternative’…I wreszcie, czy jakakolwiek teoria społeczna może rościć sobie pretensje do miana proroctwa, skoro wszystkie dotychczasowe koryguje do dziś z całą bezwzględnością rzeczywistość społeczna? Wszakże władza we wszystkich epokach z lubością pogrążała się w sennych marzeniach o końcu historii i zawsze, z tą samą konsekwencją obalana była przez malkontentów swojej epoki domagających się nowego, lepszego świata.


[1] Pewne plany zjednoczenia Ameryki Łacińskiej jako cesarstwa snuł już Francisco Miranda, po nim Federację Wielkiej Kolumbii stworzył w 1819 r. Simón Bolívar

[2] vide np. C.Aquirre Rojas, Ameryka Łacińska na rozdrożu, Warszawa 2008

[3] Jej podstawy sformułował Raúl Prebisch w pracy Rozwój gospodarczy Ameryki Łacińskiej i jego zasadnicze problemy

[4] np. I. Wallerstein, The capitalist world-economy. Studies in modern capitalism, Cambridge 1984

[5] tenże, Jak dalece Ameryka Łacińska przesunęła się na lewo, w: C.Aquirre Rojas, Ameryka…s.7-12

Poniżej publikujemy krótki wywiad, którego udzielił niżej podpisanemu znawca współczesnej problematyki latynoamerykańskiej p. Jesús M. Cruz*:

Idea zjednoczenia Ameryki Łacińskiej sięga czasów Simona Bolivara. Czy możemy dziś mówić o nowej jakości w procesie integracji latynoamerykańskiej?

Dziś odradza się idea Bolivara, który wyzwoliwszy Wenezuelę wyruszył ze swym wojskiem by dać wolność pozostałym krajom Ameryki. Była to kampania wyzwolicielska, gdyż Bolivar nie zamierzał napaść ani zagarnąć terytoriów tych państw, a jedynie zrzucić jarzmo hiszpańskiego kolonializmu ciążące nad Ameryką. Tak miało to miejsce w przypadku Ekwadoru, Kolumbii, Boliwii i Peru. Wenezuelczycy nie nieśli im jarzma tyranii, tylko ideę wolności i demokratycznego rządu. Dziś na naszym kontynencie powracamy po latach do tej idei.

Dlaczego integracja nie zdołała się dokonać skoro od czasów Bolivara minęło prawie 200 lat?

Latynosi zawsze wierzyli w zjednoczenie ale integracja bywała swoiście rozumiana i instrumentalnie realizowana przez klasy uprzywilejowane. Właściwie nie można mówić wtedy o integracji, bo oligarchia kierując się czystym oportunizmem politycznym pogłębiała jedynie zależność swoich państw od zewnętrznego kapitału amerykańskiego, który otrzymywał niemal darmowe ręce do pracy i surowce, w zamian za gwarancję bezpieczeństwa lokalnych kacyków. USA występowały tu w roli ekonomicznego hegemona. Burżuazja krajów latynoamerykańskich importowała towary luksusowe z zagranicy, konsumując je na potęgę za pieniądze ze sprzedanych za bezcen ‘nagich’surowców ale nie inwestując w gospodarkę własnego kraju. Obecnie w Ameryce Łacińskiej dążymy do rzeczywistej integracji.

Na czym ona polega?

Jest ona zgodną z koncepcją którą nazywamy tutaj zjednoczeniową (‘visión unionista’). To koncepcja integracji, która nie polega już wyłącznie na zawieraniu bilateralnych umów o wolnym przepływie towarów i pieniędzy, ale na zjednoczeniu wokół współnych dążeń i celów państw latynoskich. Udało nam się uczynić krok do przodu poprzez integrację ekonomiczną, obszerne programy preferencyjnej wymiany usług edukacyjnych i pracowników różnych sektorów. Staramy się również dążyć do ustalenia wspólnych barier celnych, żeby skorzystał na tym nasz regionalny rynek. Przede wszystkim jednak doceniamy o wiele bardziej niż dotąd znaczenie politycznego wymiaru integracji. Tradycyjnym problemem Ameryki Łacińskiej są wojskowe przewroty i zamachy stanu, które potrafią w mgnieniu oka zburzyć z mozołem budowane projekty międzynarodowe w regionie. Zjednoczenie polityczne daje szansę skuteczniejszej walki z tym problemem, bo sięgający w ten sposób po władzę spotykają się z instytucjonalnymi sankcjami sąsiadów, istnieje też silna międzynarodowa presja by oddali władzę i rozpisali wolne wybory, tak jak ma to obecnie miejsce w Paragwaju.

Jaką rolę odgrywa w integracji państw latynoskicch czynnik ekonomiczny? Historia ostatniego chociażby półwiecza poucza, że to zacofanie gospodarcze i izolacja polityczna pogrzebały tak wiele ambitnych projektów zmian na kontynencie…

Przede wszystkim integracja latynoamerykańska jest dziś szansą dla państw i społeczeństw na zniwelowanie przepaści materialnej jaka dzieli tam biednych i bogatych oraz lepiej i słabiej rozwinięte państwa. Czynnik ekonomiczny jest tu równie istotny co polityczny, gdyż bez silnej gospodarki trudniej wyzwolić się spod zewnętrznych zależności politycznych (przypadek rewolucji kubańskiej- przyp.M.H.). Ten wspólny regionalny rynek oparty jest na wzajemnej pomocy państw. Wenezuela na przykład sprzedaje ropę naftową w regionie po bardzo preferencyjnych cenach, umożliwiając zacofanym państwom inwestycje w inne zaniedbane obszary, przede wszystkim w edukację. Kilka lat temu miałem zaszczyt brać udział w projekcie który pozwalał młodzieży z państw sąsiednich na darmowe studia wyższe w Wenezueli, na co nie byłoby ich stać w ich własnym kraju. Wielu z nich opuściło już uczelnie i powróciło do ojczyzny, co było wymogiem by mogli stać się tam motorem przemian społecznych. Wspomnę również o projekcie wspólnej monety: ‘sucre’ w której już dziś realizuje się transakcje między państwami a także między przedsiębiorstwami prywatnymi.

Ameryka Łacińska staje się dziś coraz bardziej świadoma swej siły i potrzeby jedności by występować z pozycji równorzędnego podmiotu w międzynarodowych stosunkach politycznych. Poszczególne kraje latynoskie są jednak zbyt słabe by skutecznie działać w pojedynkę. Potrzebna jest ścisła integracja i potrzeba ta znajduje coraz więcej zrozumienia. Jak mawiali Bolívar i José Martí nie ma wolności politycznej bez niezależności ekonomicznej, a tę możemy osiągnąć wyłącznie jednocząc się. Tej powszechnej świadomości nie było choćby w czasach rewolucji kubańskiej w latach 50.

Świadomość polityczna jest w Ameryce Łacińskiej rozpowszechniona. Mówi się, że ten kontynent wprost żyje polityką. Czy rzeczywiście zainteresowanie sprawami publicznymi wzrasta? W Europie obserwuje się chyba odwrotną tendencję, wielu ludzi, szczególnie młodych traci zainteresowanie sferą polityczną…

Zgadza się, świadomość obywatelska znacząco wzrosła w ostatnich latach, przynajmniej w Wenezueli. Wielu dotąd ledwie ‘mieszkańców’ poczuło się obywatelami, gotowymi wziąć odpowiedzialność za kraj. Republiki nie sposób zbudować z ‘mieszkańcami’ jakiegoś obszaru, konieczni są aktywni politycznie obywatele. Ci są z jednej strony coraz bardziej świadomi swoich praw, z drugiej swoją świadomość polityczną budują również przeciwnicy przemian, beneficjenci dawnego ‘status quo’. Integracja latynoamerykańska to proces w równej mierze mentalny i pokoleniowy co polityczny i ekonomiczny.

Integracja z pewnością napotyka wiele problemów. Simón Bolívar miał ponoć powiedzieć, że jednoczenie Ameryki to ‘oranie przeklętego morza’…

Budowa wspólnego bloku państw kosztuje bardzo wiele wysiłku. Przykładowo, Wenezuela przez wiele lat nie mogła przystąpić do organizacji MERCOSUR (pol.Wspólny Rynek Południa), gdyż opierało się temu skutecznie kilku deputowanych z Paragwaju. Pierwotną przeszkodą dla integracji był niewątpliwie opór oligarchii, gdyż oznaczało to koniec jej przywilejów. Obecnie wielu producentów obawia się z kolei konkurencji z regionu w sytuacji niskich ceł i wolnej wymiany handlowej. Ponadto, występują znaczne nieraz różnice polityczne. Są w Ameryce Łacińskiej państwa związane politycznie i ekonomicznie ze Stanami Zjednoczonymi, gotowe przystąpić na ich warunkach do ALCA (pol.Strefy Wolnego Handlu Obu Ameryk). Uważamy tymczasem że sama Ameryka Łacińska ma potencjał by stać się niezależnym i równorzędnym partnerem ekonomicznym dla USA.

Stąd pomysł powołania konkurencyjnej wobec ALCA organizacji ALBA (pol.Boliwariańskie Zjednoczenie Dla Narodów Naszej Ameryki). Czym różnią się te dwa projekty?

Różnice są tutaj zasadnicze. Historia poucza nas, że nasze relacje gospodarcze za Stanami Zjednoczonymi były dla nas praktycznie zawsze niekorzystne, gdyż występowały one z pozycji z góry uprzywilejowanej i to prowadziło do nadużyć. Relacje które promujemy w ALBA mają zgoła inny cel i charakter. Bardziej niż zysk liczy się tutaj wzajemna pomoc i uzupełnianie się w eliminacji słabych punktów w ekonomii poszczególnych państw. Korzystają na tym obywatele. Możliwe są wielostronne negocjacje w obrębie kilku państw. Przede wszystkim jednak różnice sięgają już samego poziomu wartości i pryncypiów które legną u podstaw wizji ekonomicznej i społecznej. W ALBA zwracamy więcej uwagi na autentyczne ludzkie potrzeby. Uważamy, że człowiek jest ważniejszy niż opakowanie produktu, że jego praca wymaga godnej zapłaty, że zysk nie może przerodzić się w wyzysk. Oczywiście, kwestie czysto ekonomiczne podlegają wolnej dyskusji na forum państw-członków ALBA ale równie ważnym, co już podkreślałem wielokrotnie, czynimy aspekt polityczny integracji umożliwiający określanie i realizację wspólnych przedsięwzięć, m.in.utrzymanie stabilności politycznej regionu poprzez przeciwdziałanie przewrotom wojskowym prowadzącym często do dyktatur.

F. Braudel pisał jeszcze na początku lat 60. że ‘Ameryka Łacińska bardziej niż pozostałe części świata ulega dynamicznym i i ciągłym przeobrażeniom’[1]. Czy w kontekście latynoamerykańskim, zważywszy na niesłabnącą dynamikę zmian politycznych i społecznych, nie brzmi absurdalnie popularna po 1989 r. koncepcja ‘końca historii’ autorstwa F.Fukuyamy?[2]

Postrzegamy historię jako nieustający proces zmian, przekształceń i udoskonaleń, co dotyczy równie bardzo działalności człowieka i społeczeństwa ludzkiego. Rozwój to postęp wiedzy, poszukiwanie nowych, twórczych rozwiązań.

Ameryka Łacińska jako kolonia dostarczająca darmowych surowców i głosująca posłusznie tak jak USA i Europa w każdej jednej kwestii na forum międzynarodowym już nie istnieje. Taka Ameryka Łacińska to już historia. Dzisiejsza Ameryka przy każdej sposobności wyraża odważnie i dobitnie własne zdanie, zaznacza swoją obecność i tożsamość, ośmiela się protestować i kwestionować uzurpacyjne akty wojenne, wołać o sprawiedliwość i pokój. Historia nie kończy się ani nie umiera, to oczywiste.

Choćby dlatego że przed Ameryką Łacińską wciąż długa droga. Nierozwiązany pozostaje najbardziej palący i dramatyczny problem nędzy…

Jest to największy problem. Jak wyrwać ludzi z nędzy? Żeby to uczynić musimy wzmocnić naszą ekonomię i naszą niezależność. Nie jest możliwa pomoc biednym wyłącznie poprzez współczucie czy żal. Oni sami muszą włączyć się w proces zmian, uczestniczyć w nim, być jego czynnymi współautorami. My musimy zawołać ich, wezwać by podnieśli się do walki ale to oni sami muszą się upodmiotowić i chcieć walczyć o swoje prawa.

To dlatego tak bardzo podkreśla się rolę edukacji w procesie przemian i integracji w Ameryce Łacińskiej?

Oczywiście. Jesteśmy przekonani, że, jak mawiamy tutaj, ‘nie ma rewolucji bez edukacji’. Jeśli będziemy tylko pomagać, leczyć skutki a nie przyczyny ludzie pozostaną bierni i nie nastąpią żadne wielkie zmiany. Jeśli włączymy ich w proces edukacji, jest szansa że się zaangażują, wyzwolą swoją kreatywność, będą motorem zmian w swoim otoczeniu, w rodzinie, we wsi, w miasteczku, wreszcie w kraju. To niezwykle istotne.

Ważniejsze jest by wybudować jedną szkołę i zatrudnić nauczycieli niż dawać pieniądze w geście bezpośredniej pomocy?

Na pewno tak. Oczywiście podstawowe środki do życia są minimum koniecznym i trzeba je zapewnić, ale dużo skuteczniejsze i mądrzejsze jest zapewnienie ludziom warunków do ich zdobycia. Początkowo taka bezpośrednia pomoc jest niezbędna ale na dłuższą metę wyręcza człowieka z działania, zwalnia go z odpowiedzialności i czyni pasożytem. Degeneruje, a my chcemy przecież przywracać ludziom godność.

Przyglądając się Ameryce Łacińskiej z persepektywy polskich doświadczeń nie mogę nie spytać o socjalizm. W Polsce sam ten termin nasuwa wielu ludziom negatywne skojarzenia po dramatycznych doświadczeniach totalitaryzmu. Czy ‘Socjalizm XXI wieku’ ma coś wspólnego z dyktaturą sowiecką?

Jak wiemy w całej historii wiele ruchów niosło na swych sztandarach hasła równości i sprawiedliwości, jest to odwieczne dążenie ludzkie. Z drugiej strony wiele z nich przyniosło rozczarowanie bądź zmieniło się w krwawe dyktatury. To dziedzictwo realnego socjalizmu absolutnie odrzucamy. ‘Socjalizm XXI wieku’ odrzuca dyktaturę na rzecz demokracji, wolnych wyborów, swobody przekonań, wyznania i stowarzyszeń. Z tradycji starego ruchu socjalistycznego przejmujemy natomiast postulaty walki o równy dostęp do powszechnej edukacji i szkolnictwa wyższego, bezpłatnej opieki medycznej oraz całą problematykę socjalną, praw pracowniczych itp. W Ameryce Łacińskiej są to wciąż kwestie aktualne i bardzo palące.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję.

Autorstwo wstępu, rozmowa i tłumaczenie: Michał Hułyk


[1] F.Braudel, Gramatyka cywilizacji, Warszawa 2006, s.447

[2] F.Fukuyama, Koniec historii, Warszawa 1994


*Jesús M. Cruz jest z wykształcenia dziennikarzem. Obecnie jest charge d’affaires w AmbasadzieBoliwariańskiej Republiki Wenezueli w Polsce

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *

Este sitio usa Akismet para reducir el spam. Aprende cómo se procesan los datos de tus comentarios.