Rio de Janeiro – Miasto Olimpijskiego Spokoju

MIASTO OLIMPIJSKIEGO SPOKOJU

Rio de Janeiro - Miasto Olimpijskiego SpokojuCzarnoskóry Jorge Costa mieszka w Morro dos Macacos (Wzgórze Małp), jednej z wielu dzielnic biedy (faweli) w Rio. Do domu nie lubi wracać za wcześnie. Stara ruina sypie się z każdej strony. Nie ma wody. Prąd bywa, ale rzadko, bo sieć jest przeciążona. Lokalne MPO znowu od kilku dni zapomina przyjechać, więc góra śmieci pod wzgórzem leży i cuchnie. Do koszy dobierają się szczury. Jorge zamiast w domu przesiaduje więc z kolegami w barze. Skończył zaledwie kilka klas szkoły podstawowej. Gdy miał 12 lat, jego ojciec zginął od zbłąkanej kuli. Musiał pomóc matce, zajął się handlem. Sprzedaje fasolę w lokalnym warzywniaku. Nigdy nie brał narkotyków. Nie miał broni w ręku. Płaci regularnie podatki. Z gangami ma do czynienia raz w miesiącu – gdy płaci haracz.

Według rządu Jorge praktycznie nie istnieje. Podobnie jak dwa miliony pozostałych favelados, ludzi żyjących w ekstremalnie trudnych warunkach, bez szczególnej nadziei na przyszłość, w wiecznym zagrożeniu ze strony gangów i policji. Przygotowując multimedialną prezentację przyszłego olimpijskiego miasta, władze „zapomniały” o jednej trzeciej mieszkańców Rio – w miejscu obecnych faweli umieściły lasy i nowoczesne obiekty sportowe. Następnym krokiem ma być oczyszczanie miasta. Może się to odbywać co najmniej na dwa sposoby. Pierwszy to „deweloperka podjazdowa”. W latach 90. miasto wydało oficjalne plany, na których fawele funkcjonowały jako niezagospodarowane tereny gotowe pod nowe inwestycje. Dzięki temu buldożery będą mogły w każdej chwili zmieść slumsy z powierzchni ziemi, zmuszając ludzi do ucieczki na obrzeża miasta. Przeprowadzka na przedmieścia to niemal jak wyrok – życie tam jest nieporównywalnie trudniejsze od życia w faweli w centrum miasta. To drugie daje bowiem możliwość pracy u bogatych sąsiadów jako pokojówka, opiekunka do dzieci, ogrodnik czy szofer. Dodatkowo szkolnictwo w Rio jest zrejonizowane. A w biednych dzielnicach jest na bardzo niskim poziomie lub szkoły są za daleko, by móc się do nich dostać. Zatrudnieni u bogatych cariocas (mieszkańców Rio) favelados mogą ich prosić, aby ci poświadczyli, że ich dzieci są zameldowane pod adresem pracodawców. Dla tych dzieciaków to jedyna szansa na uczęszczanie do dobrej szkoły i zmianę swojej sytuacji życiowej. Przeniesionych na przedmieścia mieszkańców faweli często nie stać na opłacenie biletów komunikacji miejskiej. Nie są w stanie dojechać do pracy w centrum. A na przedmieściach jej nie ma. Dzieci tracą szansę na wykształcenie. Poczucie beznadziei przytłacza je i tym łatwiej wpadają w środowiska przestępcze. Koło się zamyka.

Drugi sposób na „oczyszczenie” Rio de Janeiro i zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom igrzysk to bezpośrednia walka zbrojna z fawelami. W głośnym filmie Fernando Meirellesa „Miasto Boga” jeden z policjantów, zastanawiając się nad odebraniem na własny użytek łupów gangu, mówi: „Od kiedy łupienie czarnych i złodziei jest przestępstwem?”. Dla skorumpowanej policji każdy favelado jest przestępcą. W slumsach nikt nie oddaje strzału ostrzegawczego. Jeśli jesteś czarny i mieszkasz w faweli, to wystarczy, żebyś zarobił kulkę. Nikomu nie trzeba się będzie z tego tłumaczyć. W mediach podadzą informację, że to rutynowe walki między gangami narkotykowymi.

Na początku października prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva obiecał, że igrzyska w Rio będą bezpieczne. Dwa tygodnie później w Morro dos Macacos spadł policyjny helikopter. Handlarze narkotyków zestrzelili go w pobliżu miejsca, gdzie podczas olimpiady odbędą się konkurencje lekkoatletyczne.
Dwa z trzech najpotężniejszych w Rio gangów narkotykowych rozpoczęły ze sobą walkę o wpływy. Comando Vermelho (pamiętacie, jak pod koniec filmu „Miasto Boga” banda bezwzględnych małolatów robi sito z Małego Zé? To właśnie był początek CV – Czerwonego Komanda) wtargnęło na terytorium innej frakcji – Amigos dos Amigos (ADA – Przyjaciele Przyjaciół). Policja musiała interweniować. Bilans? Zestrzelony helikopter (pierwszy taki przypadek w historii walk ulicznych w mieście), śmierć trzech policjantów i czterdziestu domniemanych gangsterów, bliżej nieokreślona liczba rannych, szkoła i osiem autobusów puszczone z dymem. Ludzie byli przerażeni, matki z małymi dziećmi uciekały w popłochu. Chłopak, który mieszka w Morro dos Macacos od 15 lat, powiedział reporterowi „O Globo”, największego brazylijskiego portalu informacyjnego: „Nigdy w życiu nie widziałem tylu kul naraz”.

Douglas Engle, amerykański fotoreporter i współtwórca filmu dokumentalnego o fawelach „Dancing with the Devil”, od 11 lat w Rio, powiedział „Przekrojowi”, że ta sytuacja to nic nadzwyczajnego. – Jedyne, co odróżnia ostatnie wydarzenia od normy – mówi – to to, że spadł policyjny helikopter, a Rio będzie gospodarzem olimpiady. Cała reszta: zabici, podpalone autobusy i ogólny chaos, są tu na porządku dziennym.

Rio de Janeiro - Miasto Olimpijskiego Spokoju

Hiszpański „El Pais” donosił: „Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, najbardziej cierpią sąsiedzi fawel”. Zabrzmiało to cokolwiek kolonialnie. To przecież mieszkańcy fawel stają się przypadkowymi ofiarami strzelanin w slumsach, a ludzie z pobliskich osiedli ryzykują wyłącznie utratę spokoju. Brytyjski „The Guardian” koncentrował się natomiast głównie na kwestii bezpieczeństwa tysięcy turystów, którzy przyjadą do Rio na olimpiadę za siedem lat! Jeden z przerażonych internautów napisał na forum pod artykułem o wydarzeniach z 17 października: „Najadą na Morro dos Macacos i oczyszczą je ze wszystkich!”.

Takie oczyszczenie nie byłoby niczym nowym. Gdy w 1997 roku Rio miał odwiedzić papież Jan Paweł II, chciał mieszkać w pobliżu jednej z fawel, aby być bliżej ludzi, którzy go potrzebowali. Gdyby wiedział, w jaki sposób specjalny oddział operacyjny policji (BOPE) zapewni mu bezpieczeństwo, z pewnością nigdy by tego nie zrobił. Każdy favelado stanowił potencjalne zagrożenie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że nikt nie był pewny jutra. Według raportu Amnesty International z 2006 roku 94 procent Brazylijczyków obawia się utraty zdrowia lub życia w wyniku strzelaniny. Różnica polega tylko na tym, że jedni boją się przestępców, a inni policji.

Engle wciąż jednak wierzy, że miasto poradzi sobie w 2016 roku. – Wszyscy cariocas, także mieszkańcy fawel, są niepoprawnymi optymistami – mówi. – W tym, co inni nazwaliby sytuacją bez wyjścia, oni zawsze znajdą promyk nadziei. Liczą na to, że prawdziwe i długotrwałe zmiany na lepsze, które miały nastąpić już przy okazji Igrzysk Panamerykańskich w 2007 roku, nastąpią teraz.
W dniu ogłoszenia Rio gospodarzem olimpiady w 2016 roku Brazylijczycy wariowali ze szczęścia. Dwa tygodnie później entuzjazm opadł wraz z policyjnym helikopterem. Być może to faktycznie tylko wina gangów. Być może zbieg okoliczności, iż walki nasiliły się chwilę po zapewnieniu, że będzie bezpiecznie. Bezpiecznie, tylko dla kogo? W Morro dos Macacos była Policja Cywilna, Policja Wojskowa oraz najbardziej bezwzględne BOPE. 4500 uzbrojonych funkcjonariuszy. Wszystkie jednostki policji z całego pobliskiego regionu Baixada Fluminense czekały na sygnał, aby w każdej chwili wejść do Morro. W stanie gotowości postawiono również Narodowe Siły Zbrojne. Dowódca Policji Wojskowej Mario Sérgio Duarte powiedział, że handlarze narkotyków „będą ofiarami swojego własnego wyboru”. Ale czy tylko oni? Prawie wszystkie dzienniki podają, że z około 40 ofiar śmiertelnych tych wydarzeń trzy to byli policjanci, a pozostali to przestępcy. Dlaczego tylko jedna gazeta podała informację fotografa Agencji Reutera, który widział w faweli trzy ciała? Mieszkańcy powiedzieli mu, że ci trzej nie byli handlarzami narkotyków, tylko dostali się w ogień krzyżowy. Jak zwykle ktoś znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.

Aleksandra Szymczak

13.11.2009
„Przekrój” 44/2009

ola.szymczak@puente.org.pl

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *

Este sitio usa Akismet para reducir el spam. Aprende cómo se procesan los datos de tus comentarios.