Wywiad z Leonardo García Alarcónem, autorem spektaklu tang, i Williamem Sabatierem, bandoneonistą.

29 lipca 2012 roku w ramach Festiwalu Ogrody Muzyczne (02-29.07.2012) odbył się wieńczący festiwal koncert MONTEVERDI – PIAZZOLLA, zagrany przez zespól Cappella Mediterranea. Dyrektorem artystycznym, pomysłodawcą i twórcą widowiska jest Leonardo García Alarcón, który uczestniczył także w koncercie, grając na fortepianie i szpinecie. W spektaklu muzyka, taniec, słowa i śpiew tworzyły całość. Muzyka Monteverdiego zlewała się w jedność z muzyką Piazzolli. Widzów zachwycił William Sabatier, grający na bandoneonie, instrumencie,  który stanowił nić łączącą różne elementy przedstawienia. Wszystkie utwory zostały napisane od nowa. Zachwycały głosy rodzeństwa Mariany i Diego Floresów. Przepiękne były również tanga tańczone przez Javiera Marcello i Sylwię Gerbi. Z całego Festiwalu, to właśnie na tym koncercie najwięcej było oklasków i owacji na stojąco.  Spektakl ten porwał publiczność.

K. K.: Uważany jest Pan za kluczowego muzyka nowej generacji, wśród  artystów specjalizujących się w muzyce barokowej.

Leonardo García Alarcón: Ja tego tak nie widzę. Dla mnie jest bardzo ważne jest móc pokazać w Ameryce Łacińskiej, do jakiego stopnia barok jest wciąż żywy w folklorze krajów latynoamerykańskich.  W Paragwaju na przykład, grają na harfie, będącej w rzeczywistości instrumentem, który został rozpowszechniony w Ameryce w epoce baroku przez jezuitów; argentyńskie charango to hiszpańska viruela z XVI wieku; melodie (tonadas),które wykonuje się w wielu rejonach Ameryki, to melodie z XVI i XVII wieku. Dlatego dla nas, Latynoamerykanów, jest bardzo ważne, aby grać muzykę baroku, albowiem barok jest obecny w Ameryce Łacińskiej. I istotne jest też, by pokazywać w Europie, że w naszych czasach barok wciąż żyje. W 1810 roku w krajach latynoamerykańskich dokonywała się rewolucja,  dlatego nie było romantyzmu. W Ameryce Łacińskiej, barok rozwijał się dalej w architekturze, w literaturze i innych dziedzinach, a przede wszystkim w folklorze latynoamerykańskim, który wciąż ma rytmy, -włączając w to salsę, w której dźwięczą pozostałości jácary i innych starych tańców hiszpańskich- obecne w sztukach Calderona de la Barca i Cervantesa. Ważne jest, aby pielęgnować tego typu relacje, również między madrygałem i tangiem, dlatego, że oba te gatunki zawierające w sobie ładunek poezji, poezji bardzo wykwintnej, czystej, z nutą wielkiej tęsknoty, które łączą Monteverdiego z Piazzollą, pomimo czterech wieków różnicy między nimi.

K. R.: Nigdy nie myślałam, że można postrzegać (słuchając zarówno Monteverdiego, jak i Piazzolli) ich muzykę jako jedność.

K. K.: Jako jedność w muzyce, tańcu, słowach, w śpiewie.

K. R.: W trakcie koncertu czuje się to z każdą chwilą coraz bardziej, na początku rozróżnia się jedną część od drugiej, potem obie się łączą.

Leonardo García Alarcón: To prawda. My wyobraziliśmy to sobie jako sen śpiewaka tanga; jest to sen śpiewaka tanga, który śni o kobiecie z baroku. Ten śpiewak tanga zaczyna śpiewać operę Monteverdiego, ale z akompaniamentem bandoneonu, – coś jak płacz w rzece złota – jakby był opętany przez ducha miłości z epoki baroku. W ten sposób zapominamy, że istnieje czas, o czym muszą pamiętać zawsze muzycy (podobnie jak fizycy udowadniają ostatnio, że czasu być może nie ma, że to wymysł człowieka, że wszystko jest elipsą), więc ważne jest, by to pokazywać.

K. R.: Tylko wielkie dzieło może to pokazać.

Leonardo García Alarcón: Dzieło wielkich kompozytorów. Czy opowiesz trochę?

William Sabatier: O czym?

 Leonardo García Alarcón: O spektaklu. On wydaje się być Argentyńczykiem, a  nim nie jest.

K. R.: Nie jest nim?

K. K.: Nie jest? A kim jest?

William Sabatier: Jestem Francuzem.

K. R.: Nigdy bym nie pomyślała, bo ma Pan temperament typowo latynoamerykański.

Leonardo García Alarcón: To prawda. Leopoldo Fredéric, wielki instrumentalista, kompozytor argentyński powiedział:  „Żyj, Ty nie jesteś Europejczykiem, jesteś Argentyńczykiem”.

K. R.: Tak, tak, ja bym przysięgła, że jest Pan Argentyńczykiem. Jest Pan bardziej argentyński, niż Argentyńczyk.William Sabatier: Nie mam krwi argentyńskiej, nie mam paszportu argentyńskiego.

K. R.: To nie jest ważne.

K. K.: A Pan jest Argentyńczykiem?

Leonardo García Alarcón: Tak

K. K.: Czy Pan urodził się we Francji?

Leonardo García Alarcón: Jestem Argentyńczykiem i przyjechałem do Europy, mając 19 lat.

K. K.: W którym roku stworzył Pan zespół Cappella Mediterranea?

Leonardo García Alarcón: W roku 1999. Pracowaliśmy nad utworami barokowymi, a teraz łączymy tango z muzyką barokową.

K. R.: Wydaje się, że tango zakorzeniło się jedynie w Buenos Aires i okolicach.

Leonardo García Alarcón: Trochę też w Kolumbii, w Medellín.

William Sabatier: Do Medellín eksportowano tango, to spod znaku Carlosa Gardela.

K. R.: W 1999 roku podróżowałam na północnywschód Argentyny. Byłam zaproszona przez wdowę po Borgesie na stulecie urodzin Borgesa, ponieważ jestem tłumaczką Borgesa.

Leonardo García Alarcón:  Łał! Spotkanie z tłumaczką Borgesa. Jak się Pani czuje, tłumacząc Borgesa?

K. R.: Jest to niezmiernie trudne, nadzwyczaj trudne.

K. K.: A kiedy zaczął Pan grać na bandoneonie?

William Sabatier: W dzieciństwie.

K. K.: Dlaczego? Zakochał się Pan w bandoneonie?

William Sabatier: Mój ojciec gra na bandoneonie i gra na gitarze w stylu Chango Jaira. Kiedy nauczyłem się grać na bandoneonie, w moim życiu pojawił się cel, jak światło, które pojawia się w tunelu i świeci zawsze w moim życiu.

K. R.: Odnalazł Pan swoje powołanie.

William Sabatier: Tak rzeczywiście. Język bardzo szczególny, który nazywa się tango, jest różny od wszystkiego innego, m. in. od jazzu, muzyki pasillo i cabanety. Jest wiele utworów, które pochodzą z muzyki europejskiej, jazzu. W muzyce Piazzolli jest wiele motywów jazzowych.

K. R.: Niedawno w programie 2. Polskiego Radia nadawano przez cały tydzień program dedykowany Piazzolli. Młodzi muzykolodzy entuzjastycznie opowiadali o Piazzolli, komentowali jego utwory i biografię. Ja jestem admiratorką Piazzolli.

William Sabatier: Ja też w moim domu mam kompletną dyskografię Piazzolli; mam płyty oryginalne. Nie chodzi o to, by być kolekcjonerem, ale o to, by dobrze rozumieć geniusza, jakim był Piazzolla. Chociaż brakuje wielu płyt, które nie zostały nagrane i ludzie ich nie znają.

K. K.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

K. R.: Bardzo dziękujemy niezapomnianym artystom.

Tłum. z hiszp.: Krystyna Kowalewska

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *